| Dodano dnia: 5 lutego 2010 | Dodaj komentarz | Share
W Paryżu "wszystko się może zdarzyć". Szczególnie tam, gdzie są turyści. Szczęśliwie i łatwo można stać się posiadaczem złotej obrączki, grubej na centymetr, mieniącej się w słońcu.
Zanim jednak zachwycimy się uśmiechem losu, pomyślmy rozsądnie.
Pomysł jest banalny ale pewnie w swojej prostocie i naiwności – skuteczny. Będąc ostatnio na dziedzińcu Luwru, zauważyłem w ekranie aparatu odbicie schylającego się za mną jegomościa. Z rozbrajającą miną uczciwego człowieka podniósł z ziemi złoty pierścionek, który znalazł się na wysokości moich oczu, kusząc, dziwiąc i wabiąc. – Masz, to Twoje, mówi. Protestuję i tłumaczę, że to nie moja rzecz. Wtedy spryciarz uruchomił cały swój wdzięk i wyuczoną śpiewkę: - Weź, on należy do Ciebie, leżał koło Ciebie. - Ja go nie potrzebuję, odpowiadam. Cóż było robić? Przerwał mi akurat sesję zdjęciową, modelka w czerwieni zaczęła się niecierpliwić, znajomi spoglądali z ciekawością. Przyznaję się – wziąłem pierścień od nieznajomego i zabrałem się z powrotem do zdjęć, nie przywiązując za bardzo wagi do znaleziska. Dziwny jegomość oddalił się, zostawiając mi ciążące w ręku złoto.
Po chwili jednak wrócił i poprosił o pieniądze na kawę lub obiad, znacząco patrząc na trzymany nadal w moich palcach pierścień. A ty gagatku! – Weź pierścień, mówię rozbawiony, – Kupisz za niego dużo kaw i obiadów. Przez chwilę protestował, próbując jeszcze innej śpiewki – że to dla żony, dziewczyny, matki itd. Pogoniłem go do stu diabłów wciskając mu w dłoń fałszywy, nic nie warty kawałek pozłacanego metalu.
Nie dajcie się ponieść emocjom. Takie rzeczy to tylko w ...wiadomo.
Na zakończenie tej krótkiej przygody wrzucam kilka nowych zdjęć z ostatniego wyjazdu.

|