Wojciech Jagielski: Ja nigdy nie dorosłem do poezji Ryszarda Kapuścińskiego, przykro mi z tego powodu bardzo, ale już jest jakby za mną…ja po prostu zazdroszczę, jak komuś kto namalował obraz – bo to jest talent, który bym chciał mieć ale ja wiem, że go nie mam. Poezja to jest wyjątkowy portret Kapuścińskiego, myślę, że taki portret już więcej nie powstanie. […] poezja była Kapuścińskiemu potrzebna nie tylko jako przeżycia artystyczne ale także jako inspiracja. Niektóre wiersze Kapuścińskiego można ułożyć w reportaż i odwrotnie – niektóre części z reportażu ułożone w formę wiersza – będą tym wierszem.

Mirosław Ikonowicz: Ja byłem bardzo zdziwiony, bo kiedy byłem na wsi w swoim domu, moja sąsiadka pokazał mi kawałek kartki, na której był wiersz. Podpisany: Ryszard Kapuściński. I ona, jako bardzo religijna kobieta, codziennie z tym wierszem chodziła modlić się do Kościoła. To był wiersz „Różaniec”. Można powiedzieć, że Ryszard Kapuściński trafił pod strzechy (śmiech).

Dziennikarz: Pani Alicjo, czy to prawda, że ta poezja była naprawdę tak ważna? Pojawiły się głosy, że w reportażach chodziło o swego rodzaju obiektywizację więc poezja była taką ucieczką w głąb duszy, w głąb serca. Czy Pani też tak czytała te wiersze – bardzo osobiście, bardzo prywatnie?

Alicja Kapuścińska: Muszę powiedzieć, że ja nigdy nie wiedziałem, że on tego dnia akurat pisze wiersze. To było dla niego coś bardzo osobistego i dopiero po jakimś czasie okazało się, że on w ciągu ostatniego okresu napisał kilka wierszy. Nie pokazywał mi tych wierszy, nie mówił: „o zobacz, jak ci się podoba?”. Nie, nie robił tak nigdy. To była taka jego potrzeba. Mam wrażenie, że jemu brakowało odwagi, że tak jak inni poeci też może wydać tomik wierszy. Jarek Mikołajewski kiedyś go namówił, żeby przetłumaczyć wiersze na włoski. I rzeczywiście wyszedł tom wierszy po polsku i po włosku i potem dopiero wyszedł tomik tylko po polsku I tutaj tez podziękowanie dla Jarka, że go ośmielił do wydania tych wierszy.

Wojciech Jagielski: ja myślę, że Ryszard bał się, że w Polsce gdzie już był bardzo znany i doceniany, nikt nie zrobi rzetelnej krytyki tych wierszy, że nigdy się nie dowie czy te wiersze wyszły bo są dobre, czy wyszły bo są Kapuścińskiego.


Pytanie uczestnika: czy może Pani pokusić się o próbę zanalizowania, jakie czynniki zadziałały, że wykazywał się on ogromną empatią, wielkość w postrzeganiu wydarzeń?

Alicja Kapuścińska: myślę, że on miał taką cechę, która się rozwijała z biegiem czasu, jego jakaś taka ogromna chęć poznania wszystkiego. Zawsze widziałem u niego to, że on jest ciekawszy wszystkiego co wokół niego się dzieje niż przeciętni ludzie. Dosłownie nawet takie prozaiczne rzeczy – jeżeli nawet coś się działo za oknem to on już zerkał o co tu chodzi, co się dzieje.

Pytanie uczestnika: czy były jakieś książki albo momenty w życiu, kiedy Ryszard Kapuściński zmieniał swoją literaturę, swoje zainteresowania do innych jej rodzajów – na przetrzeni jego bogatego życia i olbrzymiego oczytania?

Alicja Kapuścińska: Musiałabym Pana zaprosić do jego biblioteczki (śmiech). Tam nic nie jest poruszone nawet o centymetr, nic się nie zmieniło . Tam właśnie między innymi są pogrupowane tematycznie książki. Ryszard nie miał w zwyczaju pożyczać książek z wypożyczalni – pisząc coś, musiał mieć tę książkę na własność. Nie było dnia, żeby nie wrócił z miasta z torbą pełną książek. Czytał w miarę jak planował napisać coś konkretnego – wtedy studiował wnikliwie dany temat. Z takich ostatnich powracających lektur, czytał bardzo często „Pana Tadeusza”, za piękno języka. Bo wtedy kiedy on coś pisał, dopasowywał język do tematu – tak było na przykład do „Cesarza”, gdzie bardzo dużo posługiwał się staropolszczyzną żeby świadomie archaizować język. Dobierał sobie lektury także od strony stylistycznej.

Pytanie uczestnika: zastanawiam się ile czasu Ryszard Kapuściński spędzał w Polsce. Przecież często podróżował, wyjeżdżał z kraju do pracy…

Alicja Kapuścińska: to było bardzo różnie, nie można tego określić w żaden regularny sposób. Ale też dużo czasu spędzał w domu – jak wracał, zamierzał podsumować swój wyjazd ale ciągle nie mógł się do tego zabrać, zacząć pierwszego zdania. Nawet pisał o tym, że jak miał zacząć pisać „Cesarza” to unikał tego, wykręcał się. Aż w końcu wpadł na to jedno zdanie: „To był mały piesek rasy japońskiej. Nazywał się Lulu”. I wiedział, że już napisał książkę.

Podobnie było jak miał napisać książkę – „Heban”. Chodził, kręcił się, nie mógł do tego zabrać. Aż pewnego wieczoru przy stołu powiedział: „No, zacząłem pisać”. – Tak? No to wstał od stołu, poszedł do góry i przyniósł kartkę i przeczytał: „Na początku wszędzie jasność, wszędzie światło, wszędzie słońce”.


Koniec części trzeciej, ostatniej.







Ilość komentarzy: 0